|
10 grudnia 2010
Ścieżek rowerowych deklaracje nie zbudują. To za mało (10.12.2010) GWPrzed wyborami rowerzyści przekonali się, że coś znaczą - zabiegano o ich głosy, uwodzono obietnicami. Padały deklaracje i w końcu, po latach oczekiwania, uchwalono miejską politykę rowerową. Teraz widać, że tylko na papierze
W październiku otrąbiono uchwalenie wrocławskiej polityki rowerowej. Jej celem jest zwiększenie bezpieczeństwa rowerzystów i zachęcenie kolejnych wrocławian do korzystania z tego środka transportu. Niezbędne jest stworzenie spójnej sieci rowerowej. To warunek konieczny by, zgodnie z założeniami, w 2015 roku 15 procent podróży miejskich odbywało się przy użyciu roweru.
Mimo powszechnego poparcia dla tej uchwały - została przyjęta jednogłośnie - za deklaracjami nie poszły decyzje finansowe. Owszem, wśród zadań postawionych przed Zarządem Dróg i Utrzymania Miasta są inwestycje, przy których powstaną ścieżki rowerowe. Przy przebudowach i rozbudowach ulic Wałbrzyskiej, Kuźniczej, Granicznej oraz pl. Nankiera powstaną nowe trasy. Tego wymagają zatwierdzone projekty. Jeśli fundusze pozwolą, to być może także Maślicka oraz Marszowicka będą przyjaźniejsze dla rowerzystów. Rowerowe dojazdy są zaprojektowane także przy węźle przesiadkowym na ul. Suchej, z tym że nikt nie pomyślał o stworzeniu tam parkingu rowerowego, przy którym, tak jak w Skandynawii czy Holandii, cykliści mogliby zostawiać rowery, by ruszyć w dalszą podróż innym środkiem lokomocji. Być może zmieści się tam kilkanaście stojaków, ale to zdecydowanie za mało, jeśli się weźmie pod uwagę dalekosiężne plany miejskie.
Rowerzyści skorzystają także przy okazji Euro 2012, bo w pakiecie dróg wokół stadionu i tras do niego wiodących są uwzględnione dojazdy rowerowe - w sumie 10 km ścieżek.
Jednak to wszystko co nas czeka, bo na całą resztę pieniędzy nie ma. I tak jak w tym roku oficer rowerowy dysponował sumą 2,8 mln złotych, to w 2011 roku dostanie o milion mniej, choć w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym zapisano kwotę 3,8 mln. I tak za 1,8 mln złotych musi doprowadzić do powstania miejskiej wypożyczalni rowerów, poprawić dostępność centrum, obniżyć kolejne krawężniki i utworzyć następne kontrapasy. Nie dostał ani złotówki na stojaki rowerowe, na utrzymanie istniejących ścieżek, a tym bardziej na ich naprawy.
Pod hasłem poprawy dostępności centrum dla rowerzystów ukryty jest plan stworzenia bram wjazdowych do miasta - czyli tras, na projekt których przetarg w ostatnich dniach ogłosił ZDiUM. Pieniądze na sfinansowanie przetargu - 330 tys. zł - są zagwarantowane, ale na wprowadzenie wypracowanych rozwiązań już nie.
Podobnie było w tym roku, kiedy wyłonionym w przetargu projektantom zlecono opracowanie dokumentacji dwóch pakietów tras umożliwiających dojazd do centrum. Oba projekty są już niemal gotowe i po ustąpieniu śniegów można byłoby przystąpić do ich realizacji, ale nie nastąpi to tak szybko. Potrzeba 5,5 mln złotych. Co prawda ZDiUM liczy, że być może uda się znaleźć choć trochę kasy, by przynajmniej zacząć wcielać projekt w życie, jednak na razie finansowanie nie jest zapewnione. Tak samo w przyszłorocznym budżecie nie ma pieniędzy na przeprowadzenie następnego przetargu na odcinki łączące istniejące już trasy.
W gruzach legnie logiczna strategia - jednego roku projekt, w drugim jego realizacja, i tak do momentu, kiedy nie zostanie osiągnięty model docelowy, czyli miejska sieć rowerowa umożliwiająca bezpieczny przejazd z osiedli do centrum.
I choć jak mówi przysłowie: "Nie od razu Rzym zbudowano", to przerwanie ciągłości przystosowywania miasta do coraz popularniejszego sposobu poruszania się po nim sprawi, że hasło "Wrocław przyjazny rowerzystom" nadal będzie fikcją. Nie tylko będzie się u nas jeździć gorzej niż w Gdańsku, Krakowie czy w Warszawie, lecz także nasz dystans do tych miast jeszcze się zwiększy.
Źródło: Agata Saraczyńska, Gazeta Wyborcza Wrocław
|